Języki

Recent Reflections

'How does one become a butterfly?' she asked. 'You must want to fly so much that you are willing to give up being a caterpillar.'

Anonymous

Praktyczny przykład: Historia osobista

Praktyczny przykład: Historia osobista

Często przyciągamy ludzi i sytuacje do naszego życia, które stwarzają nam okazję rozpoznać i poprawić nasze negatywne poglądy. Ciało jest idealnym instrumentem, mechanizmem dającym nam informację zwrotną
Nigdy nas nie zawiedzie w funkcji identyfikowania problemów i nie można go oszukać.

Nasze ciało podpowie nam, w którym miejscu trzymamy ograniczające nas przekonania poprzez dyskomfort, napięcie lub ból. Możemy wszyscy nauczyć się umiejętności świadomego koncentrowania się na miejscach napięcia w ciele, i rozpoznawania emocji, jakie są tam przechowywne jak również
mechanizmów obronnych, jakie wytworzyliśmy, aby dać sobie radę z niektórymi sytuacjami.

Przyglądając się naszym mechanizmom obronnym rozświetlającymi oczami Bezwarunkowej Miłości, jesteśmy w stanie zidentyfikować ograniczenia i określić co potrzebujemy zrobić, aby to zmienić, aby zsynchronizować się z Uniwersalną Prawdą. Z tego miejsca możemy postawić pierwszy krok na drodze do uwolnienia się od ograniczających poglądów bazujących na prawdzie kontekstualnej i rozpocząć leczenie tego miejsca w ciele gdzie przechowywane były negatywne emocje.

Poniżej przytoczona jest historia jednej z naszych klientek, która opisuje jak zmieniła swoje życie, poprzez transformacje ograniczających przekonań.

Na jednej z sesji, moje barki zaczęły być tak ciężkie i tak obolałe, że ledwo mogłam usiąść prosto na krześle. Od lat cierpiałam na chroniczny ból barków. Podczas sesji terapeutycznej, odkryłam coś co zdarzyło się kiedy miałam trzynaście lat. Poszłam do szkoły katolickiej w mieście, położonym zbyt daleko, aby dzień w dzień dojeżdżać do niego. Musiałam zostać blisko szkoły, i w zamian za wikt i dach nad głową, opiekowałam się piątką dzieci, gotowałam posiłki i czyściłam dom.

Przez ten czas, sformułowałam pogląd, że jestem odpowiedzialna za tych wokoło mnie, aby następnie matkować i opiekować się osobami przez całe moje życie. To matkowanie rozszerzyło się na moich współpracowników i podwładnych w pracy jak i na moje związki i relacje osobiste. Jeśli coś wymagało, aby się tym zająć, zwykle ja to wykonywałam, niezależnie od tego czy to należało do moich obowiązków czy nie.

To stwarzało wiele problemów w kontaktach z innymi, którzy jak się okazywało interpretowali moje, wynikające z dobrych chęci, zachowanie jako wtrącanie się w ich sprawy i postrzeganie ich jako niekompetentnych w tym co robią oraz niezdolnych do zadbania o siebie. To oczywiście przyczyniało się do licznych pretensji i rosnącej niechęci do mnie. Część osób zaczęła polegać na mnie, abym to ja wykonywała i załatwiała za nich powierzone im zadania zrzekając się całkowicie swojej odpowiedzialności.

Przy głębszym przyjrzeniu się mojemu mechanizmowi „matkowania", odkryłam przekonanie, że moja samoocena zależy od pomagania innym. Wierzyłam, że jeśli przestanę pomagać innym to oni przestaną mnie kochać. Dlatego było mi tak trudno powiedzieć „nie", i wyrazić moje własne potrzeby w różnych sytuacjach. Przeanalizowanie tego zdarzenia pomogło mi odkryć, że nie doświadczyłam w pełni mojego dzieciństwa, i że prawie w ogóle nie miałam kontaktu z moim „wewnętrznym dzieckiem", moją dziecięcą częścią osobowści.

Wychowywałam się na wsi, gdzie normalnym było, że od małego wymagano od mnie i mojego brata abyśmy pomagali rodzicom prowadzić gospodartwo rolne. Każdy miał swój udział prac przy gospodarstwie. W lato praca po 12 godzin była na porządku dziennym. Rzadko było miesjce na popularne dziecięce zajęcia jak uprawianie sportu, pływanie czy po prostu beztroska dziecięca zabawa. Przeważnie można było się nimi cieszyć przy okazji jakiś wycieczek czy czyjiś odwiedzin albo po uprzednim ukończeniu wszystkich obowiązkowych robót.

Z tego też powodu zostałam obecnie zachęcona, aby przeznaczyć sobie jeden miesiąc na swobodę w doświadczaniu, szukając w tym radości i ciekawości, na „poeksperymentowanie" z moim zachowaniem w róznych sytuacjach, mając na uwadze rozwój mojego wewnętrznego dziecka. Podczas tego miesiąca często zadawałam sobie pytanie „Co by dziecko zrobiło w tej sytuacji?", i pozwalałam sobie na działanie zgodne z tym wewnętrznym prowadzeniem. Odpowiedzi jakie przychodziły przy wsłuchaniu się w ten wewnętrzny głos, pozwalały mi na działania bardziej zgodne z moim własnym interesem, oraz otwierały mnie na chwile pełne czystej radości i beztroskiej zabawy, takiej jak to dzieci potrafią. I właśnie za dziecięcym przykładem, zainicjowałam całą serię spotkań z tymi spośród przyjaciół, którzy szczególnie lubią radośnie spędzać czas i dobrze się bawić, zapraszając ich na „Dzień zabaw", jak je nazwałam, czyli wspólną zabawę. Pojachałam nawet odwiedzić mój ulubiony „plac zabaw", jakim dla mnie jest miasto Chicago.

Całe to ćwiczenie było dla mnie bardzo transformujące, i ku mojemu zdziwieniu, ludzie wokoło mnie również zaczęli się zmieniać. Podejmowali się teraz wykonywania zadań, które przez wiele lat ja za nich wykonywałam. Stali się dla mnie partnerami do współpracy. Kiedy dałam im przestrzeń aby mogli wziąść odpowiedzialność za siebie, chętnie zrobili ten krok do przodu i wykonali sami zadaną pracę. Więcej zostało osiągnięte przez ten miesiąc niż zazwyczaj, i co wydawało mi się niemal niemożliwe, nie byłam już zestresowana, a moje ramiona przestały boleć. Gdy zamiast zmęczenia mój poziom energii się podnosił, sformułowałam nowe przekonie: W pierwszej kolejności potrzebuję się zaopiekować sobą, wsłuchać się w moje potrzeby i je wyrażać.

Te nowe przekonanie podkreśla wagę opiekowania się swoim wewnętrznym dzieckiem - że jest to jak najbardziej OK aby się również bawić zamiast pracować cały czas. Obecnie czuję, że wreszcie płynę z nurtem życia, a nie pod prąd. Co więcej, ludzie z którymi się widziałam po upływie tego miesiąca, wszyscy zgodnie twierdzili, że odmłodniałam o jakieś 10 lat. Na pewno czuję, że duży ciężar został mi zdjęty z barków.